Camera obscura

Współ­cze­sne aparaty to majstersz­tyki tech­no­lo­gii. Mega­pik­sele senso­rów CMOS, matry­cowy pomiar świa­tła, ISO idące w tysiące, rozpię­tość tonalna kilka­na­ście EV… a wszystko to by powstał lepszy obraz. Bo ja szcze­rze uważam, że w foto­gra­fii tak naprawdę liczy się końcowy obraz, a nie to czy do jego powsta­nia wyko­rzy­stano tech­no­lo­gię ze Star Trek, czy kawałka kamie­nia i dłuta. Dlatego bez oporów foto­gra­fuję cyfrą. Zacy­tuję zresztą Ryszarda Horo­witza:

Kompu­ter jest dla mnie tylko narzę­dziem. Foto­gra­fowie pracu­jący trady­cyjną tech­niką nie powinni obawiać się elek­tro­nicz­nego obra­zo­wania. Nie sądzę żeby trady­cyjna foto­grafia szybko zanik­nęła, jednak każdy powi­nien na bieżąco śledzić nowe tech­no­logie. W tej chwili nie ma żadnego znacze­nia, czy korzy­sta się z trady­cyj­nych tech­nik, czy nie. Najważ­niejszą rzeczą jest efekt końcowy, to, co dana osoba ma do powie­dzenia. Nie sam warsz­tat decy­duje, nie decy­duje to, czy ktoś używa takiego czy innego aparatu, takiego czy innego obiek­tywu. To nie ma żadnego znacze­nia.

Bardziej nie mógł­bym się z tym zgodzić…

Ale czasami miło dla czystej frajdy poba­wić się czymś prost­szym. Ot, choćby drew­nia­nym pudeł­kiem z dziurką i kasetą z filmem na prze­ciwko. Tu macie skromne efekty tejże zabawy:



5 myśli na temat “Camera obscura

  1. Teza jak najbar­dziej praw­dziwa i zgadzam się w pełni. Narzę­dzie jest tylko narzę­dziem, ważne jest to co na końcu. Choć trzeba przy­znać, co wiesz, że nierzadko trzeba wybrać właściwe by uzyskać zamie­rzony efekt. Nawet szwaj­car­skim scyzo­ry­kiem nie zetniesz baobabu, a i lwa poko­nać trudno.
    Zdję­cie z samo­cho­dem jest zaje­biasz­cze, co już chyba kiedyś mówi­łem. Widok czeskiego zamku też mi się podoba.

    • To prawda, że do danego celu potrzebne jest właściwe narzę­dzie. Ale problem poja­wia się wtedy, kiedy to narzę­dzie zaczyna prze­sła­niać cel. Ja niestety znam sporo osób, które uważają, że tylko klisza i chemia to „praw­dziwa foto­gra­fia” i ekscy­tują się samym faktem używa­nia tej kliszy, nie zważa­jąc na efekt końcowy. Dla mnie takie osoby nie różnią się niczym od niedziel­nych „pasjo­na­tów foto­gra­fii”, którzy podnie­cają się ilością mega­pik­seli w nowych mode­lach apara­tów, o których czytają w perio­dy­kach „foto­gra­ficz­nych”.

      Cieszę się, że zdję­cia się podo­bają 😉

Komentowanie wyłączone.