Dziedzictwo Majów

Dzisiaj w końcu posta­no­wi­łem podzie­lić się kilkoma wraże­niami z mojego krót­kiego pobytu w Meksyku. Kraj ten jest niewąt­pli­wie bardzo egzo­tyczny i jesz­cze w samo­lo­cie miałem nadzieję, że uda mi się wyko­nać kilka zdjęć podob­nych w stylu do tych, które przy­wio­złem z Indii. Niestety nic z tego! Od praw­dzi­wego świata odizo­lo­wany byłem przez mury hotelu all-inclu­sive, który na doda­tek umiej­sco­wiony był pośrodku prawie że bezlud­nej pustyni. Czułem się przez to jak gość takich resor­tów jak Alca­traz albo Basty­lia. W związku z tym nie pokaże tu portre­tów barw­nych ludzi żyją­cych na juka­tań­skiej wsi ani zdjęć ilustru­ją­cych ich dzień powsze­dni.

Niemniej jednak, typowe pułapki na tury­stów na Juka­ta­nie są zdecy­do­wa­nie warte uwagi. Mam tu na myśli robiące niesa­mo­wite wraże­nie ruiny staro­żyt­nych miast Majów: Chichén Itzá oraz Uxmal. Pierw­sze z nich jest abso­lut­nie najważ­niej­szą atrak­cją półwy­spu, przez co przy­jem­ność zwie­dza­nia mocno psuły ogromne ilości: wszę­do­byl­skich tury­stów naro­do­wo­ści wsze­la­kich, namol­nych sprze­daw­ców pamią­tek naro­do­wo­ści meksy­kań­skiej oraz wyci­ska­ją­cych ostat­nie poty stopni na termo­me­trze. Jedyną rzeczą, której z pewno­ścią nie było za dużo, to ilość czasu, który mogłem poświę­cić na foto­gra­fo­wa­nie. Jako że byłem tam razem ze zorga­ni­zo­waną wycieczką, to bliż­sze prawdy jest stwier­dze­nie, że czasu było skan­da­licz­nie za mało. Jak w takich warun­kach udało mi się zrobić zdję­cie najwięk­szej pira­midy-kalen­da­rza Majów zupeł­nie pozba­wione ludzi — sam nie wiem (do tego zrobi­łem je niele­gal­nie, bo ze statywu). Jednak drugiego inte­re­su­ją­cego budynku — kopuły staro­żyt­nego obser­wa­to­rium astro­no­micz­nego — nie byłem w stanie nawet zoba­czyć.

Do Uxmal z kolei, wybra­li­śmy się w znacz­nie mniej­szym, polskim gronie, a do tego wyru­szy­li­śmy bardzo wcze­śnie rano (jak na stan­dardy hotelu all-inclu­sive rzecz jasna). Dzięki temu miasto to przy­wi­tało nas prak­tycz­nie puste. Jedyną przy­kro­ścią było zabra­nie mi statywu przez smut­nego pana przy wejściu, co szczę­śli­wie nie okazało się drama­tycz­nym proble­mem (choć przy foto­gra­fii krajo­bra­zów i archi­tek­tury co pięć nóg to nie dwie). Jednak dopiero tutaj była możliwa praw­dziwa kontem­pla­cja potęgi Majów. Jak oni, mając tak rozwi­niętą kulturę i państwo­wość, dali się skopać Hisz­pa­nom — pozo­staje zagadką (no dobra: rozwią­zaną zagadką, ale odpo­wie­dzi poszu­kaj­cie sami).

No, jest to chyba najdłuż­szy wpis na moim blogu (a z pewno­ścią wśród wielu ostat­nich), więc nie zanu­dza­jąc więcej zapra­szam do oglą­da­nia zdjęć:

P.S. Oczy­wi­ście nie należy mylić opisa­nych tutaj Majów z Mają, którą podzi­wiać można bez udawa­nia się do Meksyku ;).

7 myśli na temat “Dziedzictwo Majów

  1. Sepii to chyba jesz­cze u Ciebie nie widzia­łem (a może po prostu nie pamię­tam).
    Podobną przy­godę (w kwestii orga­ni­za­cji) to miałem w Maroku (byłem tam służ­bowo), zatem rozu­miem Twoje cier­pie­nia. Grunt, że i tak udało Ci się choć coś zoba­czyć.
    Na ostat­nim zdję­ciu złapa­łeś fajo­wego ducha!

    • To z pewno­ścią indiań­ski duch niebios czy coś w tym stylu. Zresztą tylko z jego powodu zdję­cie jest warte uwagi.

      W sepii rzeczy­wi­ście za wiele nie publi­kuję — wolę zdję­cia kolo­rowe (jedy­nie jesz­cze taki drobiazg), chyba że temat lub forma narzu­cają inne rozwią­za­nie, tak jak w tym przy­padku.

  2. Zdję­cia, jak zwykle, świetne 🙂 Zasta­na­wia mnie jedno, gdzie są Ci opisy­wani przez Ciebie tury­ści??? Dobrze ich ukry­łeś 🙂

    • Więk­szość zdjęć pocho­dzi z Uxmal, gdzie ludzi prak­tycz­nie nie było. A pozo­stałe stara­nie wybra­łem.

  3. czuć ducha tamtych terenów..a chyba o to chodzi.. i mimo iż nie prze­pa­dam za sepio­wymi zdję­cia , ta archi­tek­tura na Twoich zdję­ciach fajnie prezen­tuje się w tej kolo­ry­styce!

    • Dzięki za komen­tarz ;). Ja też nie jestem zwolen­ni­kiem sepii dla samej sepii, ale jak już napi­sa­łem w przy­padku tych kamieni zarówno temat jak i świa­tło (a była to prawie zeni­talna lampa) w zasa­dzie same narzu­ciły takie podej­ście.

Komentowanie wyłączone.